Nie uda mi się zliczyć ile razy usłyszałam od mojej najbliższej rodziny (mama/siotra/tato) : "ile Ty tego kładziesz na włosy?! Zostaniesz łysa.. Czy ja Ci daje kieszonkowe na odżywkę ?" itd. Jednym uchem wpuściłam, drugim wypuściłam. Wiele razy też czytałam pod postami na blogach np. o olejowaniu, gdzie blogerki radziły, żeby używać 1 łyżki oleju - pukałam się w głowę, a komentarze typu : "ja zawsze kładę więcej" kwitowałam : "uf, nie jestem sama. jeszcze nie zwariowałam". Aż dotarło do mnie, że owszem - zwariowałam. Do zmiany jednak, nie zainspirowały mnie blogerki, nie zmusiły spuszone czy przeciążone włosy (obie sytuacje z nadmiaru odżywki), ani nie przekonała rodzina. Zmusiłam siebie sama! Zeszło się to z planem oszczędzania - zaczęło się od rzucenia palenia (zeszłam z 20 na 5-10 papierosów dziennie) i stwierdziłam, że może by do tego coś dorzucić. Trafiło na odżywki i maski i oleje.. Z ciężkim sercem nałożyłam 3 tygodnie temu po raz pierwszy jedną płaską ŁYŻECZKĘ (nie łyżkę) oleju, i jakie było moje zdziwienie gdy moje włosy wcale nie prosiły o więcej, były dokładnie naolejowane, ale nie kapały od nadmiaru tłuszczu. To samo zrobiłam z maską po myciu, i z płukanką (do tej pory wciskałam całą cytrynę na litrowy dzbanek z wodą, teraz wciskam połówkę), a włosy odwdzięczyły mi się pięknym wyglądem - najpiękniejszym w całej mojej karierze "włosomaniaczki". Minimalizm ? 3 razy tak!
Na swoim przykładzie mogę potwierdzić - to nie tylko oszczędność czasu, wody, pieniędzy, ale też pożytek dla włosów. Od dzisiaj minimalizm jest moim KWC!
(nie wiem czy taka notka się komukolwiek przyda, ale jeżeli chociaż jedną osobę zmotywuję do spróbowania - to super ;))
A jak jest u was ? Nie znacie umiaru, czy też uważacie minimalizm za swojego sprzymierzeńca?
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie ;)
Kedi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz